mars wenus i zdrowie
Wywiad z Olgą Szwajgier

SZEŚĆ OKTAW I CZAKRA KORONNA
CO JEST ZA TĄ GÓRĄ
Z Olgą Szwajgier rozmawia Irena Stanisławska

Olga Szwajgier jest pedagogiem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie (oraz współpracowała z Internationale Akademie für Neue Musik w Schwaz w Austrii). Dzięki ćwiczeniom własnego pomysłu rozszerzyła skalę głosu z czterech do sześciu oktaw. I chociaż taką skalą może poszczycić się kilka osób na świecie, jako jedyna nie dostała tego daru w dniu narodzin, lecz doszła do niego własną pracą. Nic dziwnego, że na Międzynarodowy Kongres Muzyczny w Stuttgarcie 2000 została zaproszona jako jeden z „Das Phanomen Stimme” („Fenomen Głosu”). Była też jedynym śpiewakiem z Europy Środkowej i Wschodniej uświetniającym stulecie sceny w Carnegie Hall.

Co jest dla Ciebie najważniejsze?
- W sferze zawodowej najważniejsze są koncerty, śpiewanie, rozwijanie swoich możliwości, które wydobyłam na światło dzienne. Może nie tyle możliwości, co nadmożliwości, ponieważ jeżeli mogłam rozszerzyć skalę głosu, jest to (w takim szerszym zakresie), sięgnięcie po siebie do siebie. Gdybym śpiewała grzecznie, według skali, którą dysponowałam, miałabym cztery oktawy. Poszukiwania swoich nadmożliwości w sferze głosu rozpoczęłam, kiedy już skończyłam Akademię Muzyczną.

To znaczy, że czułaś, iż każdy z nas ma o wiele większe możliwości, niż te, o których wiemy?
- Oczywiście. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy cokolwiek osiągnąć, cokolwiek z siebie wydobyć – musimy pracować. Możesz dojść do pewnego punktu i stwierdzić, że to, co jest dalej, już cię nie interesuje. I zaprzestajesz pracy. Ale możesz też pomyśleć: A co jest za tą granicą? Spróbuję zobaczyć. To jest ciekawość, a ona zawsze prowadziła do odkryć. Przy czym ciekawość to cecha dziecięca. Dlatego im okazuje się ona większa, tym większe są nasze osiągnięcia. Jeżeli przestaje cię cokolwiek interesować, to znaczy, że się starzejesz.

Swoje eksperymenty z głosem zaczęłaś w latach siedemdziesiątych. Nie było wtedy literatury ezoterycznej. Skąd wiedziałaś jak masz pracować? Czy byłaś świadoma tego, że istnieje aura, czakry...?
- Ależ skąd. To dzisiaj znam nazewnictwo. Wtedy była jeno tylko i aż intuicja. Jeno tylko i aż wyobraźnia. Jeno tylko i aż... Zależy, jak na to spojrzysz. Kiedy to w sobie rozpracujesz – sięgasz po swoje nad-możliwości.

Teraz operujesz konkretnymi nazwami: czakra koronna, czakra podstawy. A wtedy?
- Wtedy wyobrażałam sobie, że mam koronę, albo, że moje podniebienie musi pójść pół metra ponad głowę. Ewentualnie wizualizowałam sobie kościół gotycki i jego strzeliste sklepienie. Kiedyś kierowałam dźwięk do serca. Dzisiaj mówię o czakrze serca. Swego czasu kierowałam dźwięk w podbrzusze, obecnie miejsce to nazywam centrum energetycznym podstawy czy korzenia.

Załóżmy, że mamy dwóch śpiewaków. Jeden wyprowadza dźwięk z podbrzusza, bo tak czuje, a inny wie, że w tym miejscu ma pierwszą czakrę i zna kolor, jaki ona emituje. Czy w ich pracy jest jakaś różnica? Czy dzięki temu, że masz świadomość układu energetycznego, efekty twojej pracy są inne?
- Dokładnie. Jeżeli dodatkowo operujesz nazewnictwem ośrodków energetycznych, zaczynasz rozumieć, że człowiek nie jest tylko myślącym przewodem pokarmowym, ale sugerujesz sobie i innym, że jesteś równocześnie jakimś innym planem, że tkwi w tobie jeszcze jakaś energia. Odnosisz się bardziej w kierunku swojej duchowości, która zawiaduje tym mniej lub bardziej myślącym przewodem pokarmowym. Zadajesz więc pytanie: kim jest istota, która kieruje tym ciałem, która zawiaduje umysłem, która decyduje, że mam ochotę nad sobą pracować, poznawać siebie.

Jesteś bodaj jedyną śpiewaczką, która stosuje te niekonwencjonalne techniki w celu poszerzenia swojego warsztatu...
- Myślę, że są śpiewacy, którzy pracują podobnie, ale nie mówią o tym głośno. Może są zażenowani, zastraszeni? Bo opowiadać otwarcie o swojej duchowości w czasach materializmu, to albo odwaga, albo głupota, albo pewność. Sama wybierz, co wolisz. Kiedy więc mówię, że jestem iskrą Boga, jedni uśmiechną się ironicznie, a drudzy powiedzą: - Fantastycznie. Wie, że jest istotą duchową, która zbudowała swoje ciało wespół z Całością, do celów, które mają być na tej ziemi w najlepszy sposób wykorzystane.
Zastanów się, jaki miałyśmy wpływ jako matki na tę istotkę, która się w nas tworzyła? Zero! I ponieważ nie miałam żadnego wpływu na to, czy dziecko będzie mieć oczy czy nosek, mogłam tylko podziękować tej niewyobrażalnej Potędze, która to dziecko stworzyła we mnie. Wpaść w zachwyt, nic więcej. Zachwyt jest pomostem między nami a boskością. Im więcej się zachwycamy, tym więcej mamy powodów do zachwytu, i tym jesteśmy zdrowsi.

Chwileczkę. Urodziłaś dziecko i miałaś świadomość, że na to, jakie jest, nie miałaś wpływu. Skąd więc przyszło Ci do głowy, że masz wpływ na swój głos? Mogłaś powiedzieć: Natura dała mi cztery oktawy. Koniec, kropka. W jaki sposób zrodziło się przypuszczenie, że coś z tym możesz zrobić?
- Zadecydowała ciekawość. Co jest pod tą szafą? A co jest za tymi drzwiami? A może by tak je otworzyć? Jednym słowem: nieograniczoność. Zawsze pociągała mnie przestrzeń. Co jest za lasem? A za tą górą? Co jest tam jeszcze dalej? Śpiewałam od dziecka. To był talent, z którym się urodziłam. Ale talent równocześnie wytycza drogę życia. To tak, jakby mi Anioł powiedział: Słuchaj, Oleńko, twoja droga jest taka. Dostajesz talent i nie wolno ci go zmarnować. Rób wszystko, żebyś go nie zakopała, by go jeszcze bardziej rozwinąć. Masz poprzez swój talent czynić dużo dobra, bo kiedy śpiewasz, niesiesz ludziom radość, dajesz im szansę, by mogli w twoim głosie wypocząć. Bądź dla ludzi darem. Tak więc, kochana – pracujemy, pracujemy...

Czyli nie wiedząc nic o karmie, postępowałaś w myśl jej zasad...
- Niewątpliwie. Bo wcale nie musisz o niej nic wiedzieć. I nie musisz jej nazywać, żeby podążać swoją drogą. Jeżeli zostałaś czymś obdarowana, obliguje cię to, byś nad tym pracowała. Bo to jest twój rozwój. A przy okazji również twój dar dla społeczności, w której żyjesz. Służba jest na pierwszym miejscu, ona stanowi sens naszego bytowania na Ziemi. A największym sługą jest Bóg – on nie sprzedaje Słońca, lecz nam je daje. On nie sprzedaje wody, nie sprzedaje powietrza, ziemi. On nam to wszystko daje za darmo. To my zaczęliśmy kupczyć. Ach, ci Fenicjanie! Chleb trzeba utylizować, choć ludzie umierają z głodu. Co człowiek zrobił z człowiekiem!

Czy to znaczy, że w momencie, kiedy zdecydowałaś się śpiewać zawodowo, nie marzyłaś, aby zostać primadonną, tylko przede wszystkim myślałaś o tym, aby swoim głosem dawać ludziom radość?

- Dokładnie.

To według Ciebie jedyna droga osiągnięcia pełni w tym zawodzie?
- Tak. Dlatego czuję się bezwzględnie spełniona. Nie ma dla mnie znaczenia, gdzie śpiewam i dla kogo. Jednakowo śpiewam na najmniejszych, jak i na największych scenach świata. Bo ważny jest przekaz człowiek – człowiek. To, ile dałam ludziom, którzy mnie słuchają.

Myślę, że śpiewasz łącząc się z jaźnią. I chyba dopiero wtedy, gdy się z nią połączymy, jesteśmy w stanie w pełni rozwinąć nasze możliwości.
- Racja! Cała moja droga na Ziemi to rozwój. Każdą przeszkodę, każdy negatyw przetwarzam w pozytyw. Jeżeli ktoś bardzo mocno występuje przeciwko mnie, robię wszystko, by nie wiązać się z nim energetycznie – nie wdawać się w rozmowy, w kłótnie. Umysł jest po to, by międlić jakieś myśli. Ale to ode mnie, istoty duchowej, zależy, co dam mu do międlenia. Nie ma sensu myśleć o kimś negatywnie, bo to, o czym myślimy, zawsze wzrasta. I nakręcamy spiralę nienawiści. Lepiej zastanowić się, czego mnie ten przypadek uczy. Jaką mi drogę wskazuje? I co dobrego mogę zrobić dla innych. Nieważne: dla ludzi, czy dla zwierząt. Zająć swój umysł Dobrem.

Na swoich warsztatach uczysz, jak możemy uzdrawiać się głosem. Mogłabyś zająć się tylko tym.

- Mnie nie satysfakcjonują drożyny. Mnie satysfakcjonuje przestrzeń. Nie zakreślałam sobie żadnych granic. Jeżeli wchodzę w medytacji w przestrzeń, to jestem przestrzenią.

Pójdźmy na chwilę dróżką i skupmy się na uzdrawianiu głosem. Czy gdzieś o tym przeczytałaś?

- Kiedy bardzo mnie bolał kręgosłup, zaczęłam śpiewać, kierując odpowiednie samogłoski do odpowiednich miejsc w ciele, wizualizując odpowiednią barwę. Zaczęłam od samego dołu, od u i czerwieni. Czułam jak energia krąży, jak rozpuszczają się napięcia energetyczne. Potem przechodziłam wyżej – śpiewałam o i otulałam w kolorze pomarańczowym, a później żółtym następne kręgi. Jeszcze później przeszłam przez zieleń, różowość w okolicy serca, a dalej poprzez błękity w kręgach szyjnych. Odczułam, że mój kręgosłup jest wiotki, nie jest napięty. To był zachwyt.

Ale gdzieś o tym przeczytałaś?
- Niczego nie przeczytałam. O tym dowiedziałam się później. Dlaczego sądzisz, że wiedza znajduje się w książkach?

Więc w jaki sposób wpadłaś na pomysł, że samogłoska „u” to kolor czerwony?
- Bo ja to widzę. Zawsze to wiedziałam, tylko czułam się zażenowana, by o tym mówić. A pewnego razu przerażona poszłam do okulisty. Powiedziałam, że mam przesunięcia obrazu, że widzę jakieś kolory.

Skąd wiedziałaś, jaka samogłoska przypisana jest konkretnemu kolorowi?
- Poprzez błędy. Tylko leń i zwłoki nie popełniają żadnych błędów. Natomiast geniusz jest nimi obrośnięty. Próbujesz. I jeśli to e odpowiednio zaśpiewasz, czujesz i widzisz rozbłysk błękitu. Jeżeli boli cię krtań, ten błękit nie jest czysty, lecz zmieszany z różnymi odcieniami szarości. A gdy jest stan zapalny – pojawia się czerwień. Ta samogłoska e śpiewana w błękitach powoduje, że krtań rozszerza się, robi się przestrzeń. Jeżeli jakaś czakra okazuje się zablokowana, oznacza to, że albo związane z nią narządy są już chore, albo za chwilę będą. Ale o tym przeczytałam dopiero po kilkunastu latach. Uzmysłowiłam sobie, że o tym, do czego doszłam intuicyjnie, wiedziano już tysiące lat temu gdzieś w Tybecie czy w Indiach. I że to jest takie naturalne i normalne, a ja otwierałam drzwi, które były dawno otwarte. Ale równocześnie stanowiło poświadczenie, że cokolwiek jeden człowiek wymyśli, następny może ściągnąć z pola morficznego, w którym wszyscy jesteśmy zanurzeni. Ściągałam – nie wiedząc o tym. Dlatego śmieszą mnie plagiaty. Wiedza jest za darmo, dla wszystkich...

Co to by znaczyło, że mnisi tybetańscy mają najpiękniejsze głosy na świecie?
- Każdy ich głos, każdy ich dźwięk jest niewyobrażalnie uduchowiony. Oni uzdrawiają głosem. I jest to dla nich tak normalne, że o tym się nie mówi. Tybetańczycy, Hindusi, mają jeszcze mantry, czyli modlitwy. Mantra posiada wibrację, posiada moc. A mantra to słowo. Zastanawiajmy się więc nad tym, co mówimy i myślimy. Zawiadujmy naszym umysłem i wypuszczajmy z siebie tylko wibracje, czyli słowa najwyższej mocy – Dobra.
Dlaczego jest tak strasznie źle? Ponieważ każdy – myśląc negatywnie – tworzy zło. Gdyby użyć języka ezoterycznego można by powiedzieć, że 90% populacji ludzkiej pracuje w czarnej magii. Bo samo życzenie komukolwiek źle, oznacza zasilanie energii zła. Myśli są nasionami, z których wyrastają potężne drzewa, a one owocują ...złem, lub kiedy myślimy dobrem – dobro.
Wracając do leczenia głosem... Jeżeli kogoś np. boli brzuch, będąc w pobliżu możesz śpiewać dźwięk o, w kolorze pomarańczowym lub żółtopomarańczowym. Wchodzisz w rezonans tego drugiego człowieka i odczuwasz jego chore części ciała, a on równocześnie czuje ulgę. Rozpuszczasz w nim blokady.

Czy nie jest to podobne do masażu misami tybetańskimi...?
- Bardzo podobne. Dlatego np. każda matka intuicyjnie śpiewa dziecku kołysankę. Śpiewa z miłością dźwięk a, albo tylko mruczy, a dziecina swoje zagłodzenie emocjonalne natychmiast wypełnia tym dźwiękiem i zasypia w ukojeniu. Natomiast dzieci, którym matki nie śpiewają kołysanek, wobec których stosują zimny wychów (taka była moda), czują się niepewne, są zastraszone. Koncepcja, że małe dziecko powinno mieć osobny pokój, to bzdura. Ono powinno być razem z matką, jak najdłużej spać z nią w łóżku, ponieważ karmi się jej aurą, jej światłem, jej energią. Przez pierwsze trzy lata matka nie powinna pracować, aby społeczeństwo było mocne, zdrowe.

Na Twoich warsztatach bardzo dużo miejsca poświęcasz połączeniu się z naszym wewnętrznym dzieckiem i przebaczeniu...

- Wiem, czym jest wybaczenie i wiem, czym jest brak wybaczenia. Tu było piękne słońce, zielone drzewa, ale ja myślami byłam tam – przy człowieku, który dawno temu wyrządził mi krzywdę. W związku z czym umykał mi czas teraźniejszy, a całą moją energię przesyłałam do tyłu. Miałam mniej siły, żeby pracować. Mniej siły, by żyć. A w momencie, kiedy wybaczasz, zrzucasz ze swoich pleców ciężar i stajesz się wolną istnością, możesz stać się radością.

Kto przychodzi na Twoje warsztaty?
- Śpiewacy, piosenkarze, aktorzy i chętni do tych zawodów, a także nauczyciele z tzw. chorobą zawodową. Czyli nie do końca wykształceni, co absolutnie nie jest ich winą, a jedynie programu studiów, na których emisja głosu powinna być podstawą. Przecież oni przez 20 czy 40 lat będą uczyć, czyli cały ten czas pracować głosem! Przychodzą również chorzy aktorzy, bo podczas studiów niezbyt przykładali się do zajęć z emisji, albo, podobnie jak u śpiewaków, ich głos był traktowany siłowo. A złe prowadzenie głosu wcześniej czy później kończy się tragedią. Podobnie dzieje się, gdy chory artysta musi zagrać lub zaśpiewać w kolejnym spektaklu.
Dlaczego mogę być pomocna? Ponieważ zrobiłam tak wiele ćwiczeń, żeby rozpoznać swoje możliwości i nadmożliwości głosowe, że jestem bardziej świadoma od tysięcy doskonałych śpiewaków na świecie. Ta świadomość pomaga mi natychmiast ocenić, czy i w jakim stopniu mogę pomóc konkretnemu człowiekowi. Oprócz tego, gdy przychodzą ludzie z chorym głosem lub krtanią, pomagam im uzdrowić chore miejsca. Pokazuję ćwiczenia, które mogą wykonywać w domu.

Twoje warsztaty to praca z głosem, ale także z czakrami, w tym także z czakrą gardła związaną z naszą kreatywnością...
- Czakrą komunikacji i kreatywności. Jeżeli masz ją zamkniętą, nie jesteś w stanie dobrze komunikować się z nikim i z niczym. Kiedy odczyścimy centrum energetyczne splotu słonecznego, automatycznie oczyszczamy centrum krtani. I wszystko zaczyna inaczej pracować, ba, jest dokarmione przez energię.
Czasem mówimy: nie mam nawet siły, by zrobić ci herbatę. Kiedy wszystko zaczyna inaczej pracować, nie tylko masz ochotę zrobić mi herbatę, ale również upiec biszkopt. I jeszcze posprzątać, wyprać firanki. Bo dysponujesz ogromną ilością energii. Nie mamy jej, gdy jesteśmy zastraszeni, przerażeni, gdy czujemy się niepewni.
Nasza niepewność na tej Ziemi łączy się z zablokowaną czakrą podstawy, a wszechwładny strach wysysa energię ze wszystkich centr. Nie mamy kontaktu z matką Ziemią, ponieważ izolujemy się od jej energii, nosząc buty z gumowymi podeszwami zamiast skórzanymi, chodząc po asfalcie zamiast boso po trawie. Poza tym, w miastach jest mniej energii, więcej na wsi. Wystarczy pójść do lasu, żebyś natychmiast poczuła się 100 razy zdrowsza. A w mieście wszyscy jesteśmy jakby zaczadzeni, bo w powietrzu jest za mało energii życia.
Pracując z czarką podstawy potrafimy lepiej pobierać energię z ziemi. Kiedy rozpuścimy zanieczyszczenia, energia zaczyna skuteczniej krążyć. To ważne, bowiem jeżeli jakakolwiek czakra jest przymknięta, każda następna również się przymknie, albo jedna z nich będzie nadmiernie pracować kosztem innej. I równowaga zostanie zachwiana.

A warsztaty z głosem są dla wszystkich?
- Owszem. Niestety obiegowe myślenie jest takie, że mogą przydać się one tylko ludziom, którzy pracują z głosem.

Kiedy ja, której słoń nadepnął na ucho(kto mi to wmówił?), śpiewałam na Twoich warsztatach, nie mogłam nadziwić się, że mój głos jest tak piękny i mocny. Pojawia się wtedy niesamowita pewność siebie. A skoro potrafię śpiewać, to wypełnienie PIT-u też nie będzie dla mnie trudne. ... No, może trochę przeholowałam.

- A wiesz, dlaczego tak trudno wypełniać nam te PIT-y? Bo w nich nie ma energii Dobra. Ten PIT nie jest po to, abyś mogła się rozwijać, lecz bazuje na tym, jak cię zastraszyć, na czym cię złapać. Już z góry jesteś traktowana jako przestępca. A na warsztatach jest energia Dobra, jest intencja pomocy.

Czy praca głosem z czakrami jest „najmocniejszą” techniką?

- Absolutnie. Dlatego, że możesz robić ją sama. Ty sama możesz sobie pomóc. To ty bierzesz swój los w swoje ręce. To twoje płuca, twoje struny głosowe, twój oddech. Jesteś oddechem i jesteś dźwiękiem. A śpiewając - siedmiokrotnie powiększasz swoją aurę. Ale trzeba chcieć! A potem – chcieć,...chcieć...

Kiedy ludzie decydują się wziąć udział w twoich warsztatach, domyślają się zapewne, że mogą być prowadzone w niekonwencjonalny sposób. A jak zachowują się studenci szkoły teatralnej, którzy nic nie wiedzą o czakrach? Jak przyjmują te informacje?

- Prowadzę zajęcia w taki sam sposób, jak warsztaty, a słuchacze traktują to jako coś zupełnie naturalnego. Mamy teraz dostęp do informacji w każdym zakresie, więc jeżeli powiesz coś językiem, który już jest znany, młodzież bardzo szybko to przyjmuje. Poza tym okazuje się bardzo otwarta, bo nie w jej interesie jest blokowanie informacji. Blokowanie informacji jest zawsze na planie: Pan – Niewolnik. Ucząc ileś tam lat nie miałam tzw. złej młodzieży. Uważam to zresztą za niemożliwe. Młodzież jest taka, jaką chcemy ją widzieć. Mówię o zdrowej młodzieży, nie chorej, zaburzonej.

Ale to, o czym mówisz, wywraca o 180 stopni wszystko, czego uczyli się w szkole średniej.
- I dobrze. Wystarczy poczytać trochę na temat fizyki kwantowej, pól torsyjnych, by wywróciło się jeszcze bardziej. Fizyka potwierdziła, przywróciła nam Boskość. Najważniejsze to przestać myśleć w kategoriach robota i nie dać sobie wmówić, że jesteśmy tylko przewodem pokarmowym.

Talent zobowiązuje do tego, by czynić Dobro. - Olga Szwajgier

• W 1991 r. International Biographical Centre w Cambridge nadał Oldze Szwagier tytuł Woman of the year 1991/92.
• W 1992 American Biographical Institute uhonorował ją tytułem Woman of the year 1992, a w 1993 nadał jej tytuł   Most Admired Woman of the Decade.
• W 1993 The London Institute for Appled Research uhonorował tytułem Doctor of Music, a Australian Institute for Coordinated Research mianem Honory Doctor of Musicology.
• W 1993 nadano jej tytuły Dama Orderu św. Graala oraz Dama Orderu Rycerzy Templariuszy.

Artykuł zamieszczony w miesięczniku „Nieznany Świat" 4/2004